HomeAktualnościĆwierć wieku temu zakończyła się budowa zapory w Klimkówce

Ćwierć wieku temu zakończyła się budowa zapory w Klimkówce

W tym roku mija 25 lat od chwili zakończenia budowy zalewu w Klimkówce? Ćwierć wieku, choć na co dzień wydaje się, że ona była tam od zawsze. Dopiero po chwili przychodzi refleksja – no nie od zawsze, dopiero albo aż, od tych ponad dwudziestu lat. Dla Gorlic – zbiornik wody, który ma zapewnić miastu chemiczne „ha-dwa-o” w kranie. Funkcja retencyjna była najważniejsza, w założeniach nie było mowy o rekreacyjnej. Dzisiaj zmienia się to wszystko na naszych oczach.

Szukanie kogoś, kto pamięta czas budowy, łatwe nie jest. Wielu widziało, bywało tam, ale poza stricte budowlanym krajobrazem niewiele im w pamięci pozostało. Klimkówka została wybrana jako jeden z kilku wariantów budowy zbiornika. Pozostałe miejsca to Hańczowa, Szymbark, Gorlice, a nawet Ropica Górna. Obecny został wytypowany na podstawie analizy kosztów, zakresu potrzebnych prac, spraw związanych z wywłaszczeniem gruntów, przesiedleń. Budowa, taka w terenie z maszynami, ciężkim sprzętem, rozpoczęła się w 1970 roku i trwała do 1994. Wysiedlenia mieszkańców rozłożyły się na lata. – Pamiętam, jak w latach osiemdziesiątych przejeżdżałam przez Klimkówkę drogą, która prowadziła dołem, przez wieś, między domami – wspomina Maria Świder, beskidzka przewodniczka.

Premier przyjeżdżał, czyli prawie malujemy trawę

Zacznijmy od tyłu. Budowa trwająca ponad dwadzieścia lat, musiała mieć finał z fanfarami. Pod koniec 1993 roku, wizytę na zmierzającej do finału inwestycji miał zapowiedzieć Waldemar Pawlak, ówczesny premier.
– Zmienił się ustrój, ale w nowych czasach wasale mieli tą samą, co dawniej czołobitność dla władców, a hardość spojrzenia dla podwładnych – wspomina Stanisław Szpila, który przez kilka lat był głównym inspektorem nadzoru budowy zbiornika, w swojej książce „Na tropach legendy. Klimkówka”.
Szpila pracował także jako inspektor nadzoru robót drogowych, mostowych i robót betonowych na zaporze. Był więc w centrum całego budowlanego zamieszania. Gdy budowa zbliżała się do finału, był początek lat dziewięćdziesiątych. Mentalność „wielkiego gościa” była wtedy wciąż żywa.
– Kiedy nasza władza dowiedziała się, że w terminarzu premiera Pawlaka na 10 grudnia 1993 roku przewidziano przecięcie taśmy na zbiorniku Klimkówka, to wpadli w szał. Rozkazy sypały się, jak prezenty z worka świętego Mikołaja – relacjonuje dalej. Wedle jego wspomnień, malowania trawy na zielono wprawdzie nie było, ale na budowie wszyscy dwoili się i troili. Korpus zapory doszedł do swojej wysokości i przyszła kolej na układanie nawierzchni i chodników. Pojawiło się pewne „ale”…
– Nasze władze na śmierć zapomniały zawiadomić świętego od pogody o planowanej wizycie premiera, a święty, jak to święty – nieświadom jej wagi, zarządził sobie akurat na ten czas mróz – opisuje.
Dostał za zadanie wykonanie wspomnianej nawierzchni i na nic zdały się tłumaczenia, że to na nic, bo mróz zniweczy cały wysiłek, a na wiosnę trzeba będzie wszystko robić od nowa. Zaczęło się robić nerwowo. Wszyscy odetchnęli, gdy przyszła kolejna wiadomość, że premier przyjedzie… na wiosnę.

Borowików więcej niż ptaków na drzewach

Wiekopomna data oddania zapory do eksploatacji to 12 maja 1994 roku. Na zaporze i drodze, która do niej wiodła, zebrały się tłumy. Miał przecież przyjechać sam premier Pawlak. Kogo bardziej wyczekiwały – polityka, czy jego rzeczniczki Ewy Wachowicz rodem z Klęczan, pewnie pozostanie tajemnicą każdego z przybyłych. Tak czy siak – goście pojawili się na miejscu późnym popołudniem. – Na drzewach zamiast ptaków byli snajperzy, znaczy pracownicy Biura Ochrony Rządu – wspomina Zbigniew Ludwin, dzisiaj wójt gminy Uście Gorlickie. – Wcześniej borowiki przeczesały każdy zakamarek- dodaje.
Z powitaniem premiera Pawlaka wiąże się kilka anegdot. Jedna z nich donosi, że mimo drobiazgowej kontroli, przed komitet powitalny jakimś cudem przedostał się jeden z widzów. Żaden chuligan, zwykły człowiek, aczkolwiek to nie on miał czynić honory gospodarza. Gdy Pawlak wysiadł z auta, ów wystrzelił przed szereg i gromko gościa powitał. – Premierowi brew nie drgnęła, wyciągniętą ku niemu rękę uścisnął – opowiada z uśmiechem.

Pawlakowi towarzyszyła wspomniana już wcześniej Ewa Wachowicz. Wizytę w Klimkówce pamięta przede wszystkim z powodu aury.
– Z otwarcia zapory pamiętam, że było zimo i wracaliśmy stamtąd szybko, bo goniły nas terminy – opowiadała nam.

Dwa przysiółki pozostały w starych miejscach

Wróćmy jeszcze na chwilę do czasów przed zalaniem. Wójt Zbigniew Ludwin podpytywany, dalej zdradził nam, że starą Klimkówkę poznał dosyć dokładnie. Głównie z racji młodzieńczej miłości – dzisiaj żony Danuty – i stosunkowo częstych wizyt u niej. Ojciec wybranki był w Klimkówce sołtysem, zalotnika zaś doskonale obeznał ze wsią. – Było tam 62 numery domów – wspomina. – Ze starej wsi zostały jeszcze dwa przysiółki Flasza i Pniaki. I są, tam, gdzie zawsze były – dodaje.

Zapora się budowała, a wieś żyła swoimi sprawami. Pustoszała etapami – kolejni mieszkańcy budowali nowe domy, przeprowadzali się. W końcu, poza pracownikami, nie było już nikogo. – Najbardziej w pamięci utkwiło mi wysadzanie cerkwi – wraca do obrazów sprzed lat. – Grupa strzałowa nawierciła otwory w ścianach, założyła ładunki, odpaliła i było po wszystkim. Złożyła się do środka, jak domek z kart – dodaje.
Wcześniej z pomocą dźwigów zdemontowane zostały kopuły. Z pięciu, które były na pierwotnej, na nową ostatecznie zamontowane zostały tylko trzy. Miejscowi czyścili cegły z wysadzone cerkwi i wywozili je na miejsce budowy nowej.
Budowa zbiornika nie zapowiadała funkcji rekreacyjnej. Co więcej, jeden z pomysłów zakładał, że woda będzie doprowadzana do miasta rurociągiem. Nie wypalił, pewnie na szczęście dla nas, bo jakby nie patrzeć, to zalew jest jednym z naszych magnesów na turystów. Może nie jakimś „mega”, ale jak na nasze rozmiary – sporym.

Od połowy roku trwa zagospodarowywanie terenu. Pierwszy etap to głównie regulacja i profilowanie brzegu jeziora. Powstanie 145 metrów zabezpieczonego nabrzeża wraz ze schodami zejściowymi w stronę tafli wody. – Nabrzeże będzie trzystopniowe – opowiada wójt gminy Ropa Karol Górski. – Będzie to połączenie kamienia i płyt kompozytowych. To idealne rozwiązanie, gwarantujące bezpieczeństwo – dodaje.
Będą jeszcze ścieżki rowerowe i spacerowe, wiata grillowa, pomost cumowniczy, piętnaście kompaktowych plaż.

Źródło/Foto: Halina Gajda Gazeta Krakowska

© fot. Archiwum prywatne/Jacek Kosiba

Plac Budowy
Previous post
Klimkówka jak plac budowy. Zaczęło się zagospodarowywanie brzegów
Next post
Podsumowanie sezonu 2019 Gorlickiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *