HomeAktualnościWoda porwała z łąk bele siana. Wpadły do jeziora, najwięcej osiadło na cofce w Uściu Gorlickim

Woda porwała z łąk bele siana. Wpadły do jeziora, najwięcej osiadło na cofce w Uściu Gorlickim

Woda porwała z łąk bele siana. Wpadły do jeziora, najwięcej osiadło na cofce w Uściu Gorlickim

Klimkówka wciąż odczuwa skutki nawałnic sprzed dwóch tygodni. Przy brzegach plaży zalegają bele z sianem, na cofce jest ich znaczenie więcej. Na dodatek z nurtem Ropy do zalewu dostało się mnóstwo drewna, konarów, śmieci.

Kluczem całej historii z belami siana i słomy w zalewie jest powódź błyskawiczna, do której podczas nawałnic, które przeszły nad Hańczową i Skwirtnem na przełomie czerwca i lipca. Według systemu RainGRS, w rejonie Uścia Gorlickiego spadło ponad 90 litrów wody na metr kwadratowy. Wyschnięta ziemia nie zdołała wchłonąć tak dużej jej ilości i po prostu spłynęła, niczym rzeka. Przy okazji zabrała ze sobą wszystko, co napotkała. Prąd był tak silny, że podołał belom siana i słomy. Każda waży kilkaset kilogramów. Finalnie wpadły do Klimkówki.

– Część osadziła się na cofce, inne popłynęły w kierunku korony zapory – opowiadał nam Franciszek Witek, strażnik rybacki.

Najtrudniejsza sytuacja na cofce
Niektóre z porwanych przez wodę beli była zafoliowana, inne nie. Dwie osiadło blisko plaży na wysokości stanicy wodnej. Wystają ponad wodę, ale plażowiczom najwyraźniej to nie przeszkadza, bo kąpią się bez obaw. To samo jest na cofce. Bele osiadły przy brzegu, ale też na trawiasto-ziemnych „wyspach”, które utworzyły się w miejscu, gdzie do jeziora wpływa Ropa. Z daleka widać, że niektóre zaczęły już gnić. Na brzegu mnóstwo przyczep kempingowych, namiotów, samochodów. By wejść do wody, trzeba przedrzeć się przez kawałki połamanych drzew, konarów, a nawet gałęzi. Co bardziej zdeterminowani powyciągali z wody największe z nich. Leżą na brzegu i stanowią opał do ognisk. Z drobnicą, która pływa po wodzie, radzą sobie inaczej – byliśmy świadkami, gdy jeden z mężczyzn biwakujących nad wodą, z pomocą długiego drąga przepychał je w głąb jeziora.

Gdy jedni się nie boją, wchodzą do wody, kąpią się, łowią ryby, to innych widok jeziora niepokoi. Na naszą redakcyjną skrzynkę mailową przyszły pytania internautów, o ewentualne zagrożenie. O wątpliwości gorliczan zapytaliśmy w Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Rzeszowie.

– Nie ma zagrożenia dla życia biologicznego w jeziorze ani samej zapory – podkreśla Krzysztof Gwizdak, rzecznik prasowy rzecznik prasowy RZGW.

Zapewnia też, że sytuacja na jeziorze jest cały czas monitorowana.

Jezioro jest duże, biologicznie sobie poradzi?
Spokojnie do sprawy podchodzą przedstawiciele Polskiego Związku Wędkarskiego.

– Bele z sianem czy słomą nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla środowiska wodnego jeziora – podkreśla Łukasz Kosiba, prezes koła PZW Miasto Gorlice. – Gdyby taka ilość siana dostała się do płytkiego jeziora to w okresie letnim lub zimą pod lodem pewno przyczyniłaby się do wystąpienia deficytu tlenu – czyli przyduchy. Klimkówka ma bodaj 311 ha powierzchni, jest relatywnie głęboka, a wiatr często mocno wieje natleniając wodę i takiego zagrożenia nie ma – dodaje.

Przyznaje, że estetyka jeziora ponosi straty i widok zatopionych w części beli razi w oczy. – Wszystkim którym wydaje się, że wyciągnięcie ich jest proste, trzeba powiedzieć: tak nie jest.
– Bele są nasiąknięte wodą, ciężkie, do tego mamy błotniste brzegi jeziora. Nie mówię że to nie możliwe, ale na pewno nie będzie łatwe. Poza tym trzeba to potem zutylizować – wylicza.

Źródło i zdjęcia: Halina Gajda, gorlice.naszemiasto.pl

Previous post
Profesjonalna ekipa WOPR pilnuje by nad Klimkówką było bezpiecznie. Łodzie mogą już cumować do nowego pomostu.
Next post
Oficjalnie przecięli wstęgę. Uroczystość nie zakłóciła spokoju plażowiczom

No Comment

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *